Wydawnictwo Sonar Literacki

Promocje

Ostatnio przeglądane

Płacę przez PayU

KSIĄŻKA - Podróże duktami historii

Nowy produkt

W kolejnej, szóstej książce Autora cyklu „Podróże” zatytułowanej „Podróże duktami historii”, odwiedzimy Genuę, Rzym, Palermo, Vallettę i Maltę, Barcelonę oraz Marsylię oraz udamy się w liczącą około 4 tysięcy kilometrów wędrówkę przez środkowy i południowy Meksyk

Więcej szczegółów

100 Przedmioty

Kupując teraz ten produkt otrzymasz 32 punktów lojalnościowych. Twój koszyk wyniesie 32 punktów może być zamienione na jeden bon o wartości 3,20 zł.


32,60 zł brutto

Dodaj do listy życzeń

Opis

AutorMarek Bucholski
GatunekPodróżnicze
Ilość stron406
Oprawamiękka
WydawcaSonar Literacki

Więcej informacji

W kolejnej, szóstej książce Autora cyklu „Podróże” zatytułowanej „Podróże duktami historii”, odwiedzimy Genuę, Rzym, Palermo, Vallettę i Maltę, Barcelonę oraz Marsylię oraz udamy się w liczącą około 4 tysięcy kilometrów wędrówkę przez środkowy i południowy Meksyk.

Jak we wszystkich swych książkach Autor nie ogranicza się do pokazywania „obrazków” ze swych podróży w stylu „na prawo most, na lewo most, a dołem rzeka płynie…”, ale dzieli się swymi refleksjami i spostrzeżeniami obficie przy tym sięgając do historii odwiedzanych krain i reperkusjami owych dawnych zdarzeń wywierającymi swe piętno w przyszłości.

Nie brak także poloników, jak chociażby wspomnienie, przy okazji pobytu w Palermo, o operze Karola Szymanowskiego „Król Roger”, do której libretto kompozytor napisał wraz ze swym kuzynem Jarosławem Iwaszkiewiczem, a w której pierwowzorem tytułowego władcy jest król Sycylii Roger II panujący na wyspie w XII wieku. Niestety, dzieło to poniosło w Polsce przed, jak i po wojnie klapę, a m.in. na Sycylii do dziś święci triumfy, a po roku 2007 zostało zauważone przez „świat”. Autor nie udziela odpowiedzi wprost dlaczego tak się stało, że ojczyzna twórców tej opery jest jej nieprzychylna, ale z jego opisów pierwowzoru bohatera, czyli króla Rogera II wynika, że wymowa tego dzieła nie znajdzie zrozumienia w żadnym ksenofobicznym społeczeństwie.

Książka ma dwa rozdziały - śródziemnomorski i meksykański, z tym, że ten pierwszy podzielony jest na sześć części i każda dotyczy jednego z sześciu wymienionych wyżej miast (Valletta wraz z Maltą), a niejako klamrą spinającą rozdział pierwszy jest jego część opisująca morski rejs wielkim wycieczkowcem (na pokładzie statku prawie 5 tysięcy ludzi łącznie z załogą). To właśnie podróż statkiem umożliwiła dotarcie do owych sześciu sławnych portów południa Europy.

Z książki czytelnik dowie się o „życiu codziennym” turystów na takim pływającym kolosie, o tym, jakie są warunki żeglugi, co oferuje załoga podczas rejsu od kulinariów po imprezy artystyczne. Czy taki rejs może być fascynujący? Dla wielu na pewno tak, ale dla prawdziwych globtroterów może już takim nie być. I raczej nie jest, co otwarcie wskazuje Autor.

Genua, stolica Ligurii, zadziwia przepięknie odrestaurowanymi starymi dzielnicami i tym, że z uwagi na niezwykle zawiłą siatkę ulic i uliczek tego miasta, niemożliwością jest zaplanowanie jego dokładnego zwiedzania. Autor stwierdził, że jest to miasto nie do poznania, a do zabłądzenia, ale poznać należy.

Rzym, to z kolei miasto placów. Placów, zdaniem Autora, najpiękniejszych na świecie, bo każdy z nich, poza fascynującą zabudową, ma swą „duszę”. Marek Bucholski przybliża także historię wielkich, a do tego bardzo kontrowersyjnych, władców starożytnego Rzymu - Nerona i Konstantyna Wielkiego. Z przytaczanych przez Autora przykładów działań obu cesarzy pojawia się ich wizerunek jakże różny od funkcjonujących schematów. Ani Neron nie był taki okrutny, ani Konstantyn taki „Wielki”. Jeśli chodzi zaś o samo okrucieństwo, to zdecydowanie „większym” okrutnikiem był Konstantyn.

Z książki dowiemy się dlaczego mieszkańcy Palermo zamienili cztery katolickie święte patronki swego miasta na jedną i to kilkaset lat po jej śmierci. Także o tym skąd się wzięła nazwa mafia. I także o tym, że w tutejszej katedrze można za ołtarzem sobie posiusiać.

Sycylia i Włochy, to także cel migracji z Afryki. Ale nie zauważa się problemu z tzw. uchodźcami, chociaż w całej Italii jest ich obecnie oficjalnie około 5 milionów, a „nieoficjalnych” szacuje się na milion. Być może jest to związane z tym, że wysokie świadczenia socjalne zastrzeżone są dla pracujących, ale nie dla okupujących obozy dla uchodźców. Stąd mnóstwo usług we Włoszech, co widać, zdominowanych jest przez nie-Włochów. Ale i dlatego wielu tzw. uchodźców, w poszukiwaniu „darmowego chleba”, wędruje dalej na północ. Skoro „dają”, dlaczego nie „brać”?

Malta, to z kolei największa i najwspanialsza na świecie forteca. Stąd wyruszała na swe łupieżcze wyprawy flota zakonu joannitów, którzy na wyspie sprawowali dyktatorskie, często krwawe rządy. Tu miała miejsce krótkotrwała „wojna” między księżmi a zakonnikami „śmiertelnie” stłumiona przez zaprawionych w dławieniu wewnętrznych oponentów joannitów. W książce znajdziemy także odpowiedzi m.in. na pytania kim byli i są joannici, czy maltańskie likiery są tak dobre jak sławne i na wiele innych.

Przy okazji wizyty w Barcelonie, stolicy Katalonii, dowiemy się o niesamowitej historii tego kraju i narodu. Katalonia, choć de facto rządziła przez kilkaset lat na wielkich obszarach od Pirenejów po Ateny, nigdy nie zaistniała jako samodzielne państwo.

Skąd się wzięła nazwa Barcelona, co miasto ma wspólnego z Herkulesem i wyprawą po Złote Runo, dlaczego plaże Barcelony powstały dopiero pod koniec XX wieku, czy Gaudi zostanie katolickim świętym?… Na takie m.in. pytania czytelnik znajdzie odpowiedzi lub ich próby w książce.

Jak się dowiadujemy z książki, Barcelona to m.in. zdaniem Autora nie tylko przereklamowana ulica Rambla, ale i opodal leżąca Carre de Joaquin Costa, o której niechętnie się wspomina. To na tej ulicy przez wiele lat na przełomie XIX i XX wieku mordowano dzieci a ich ciała przerabiano na „eliksiry młodości”, z których korzystała nie tylko śmietanka towarzyska Barcelony, ale i dwór madrycki, odwołujące się bez przerwy do katolickich wartości.

Autor nie ukrywa swego podziwu dla nowatorskiej odwagi twórczej Gaudiego choć nie jest entuzjastą jego stylu, ale i swego krytycyzmu co do lokalizacji budynków tego twórcy wśród przepięknej secesji barcelońskiej.

Marsylia, to oczywiście ślady czy też „echa” tych śladów pobytu tam Marii Magdaleny, być może i Jezusa oraz związany z tym kult tej świętej w tym regionie. W książce podnoszone są także problemy jakie z kultem Marii Magdaleny i samą świętą miał i ma kościół katolicki.

W sumie śródziemnomorski rozdział książki, to próba pokazania naszej zachodniej cywilizacji niejako „od podszewki”. Tak jak i inne cywilizacje stworzone przez człowieka, zrodziła się ona w morzu krwi i stosach ofiar, a sprawcami tych nieszczęść byli zarówno jej przeciwnicy, ale przede wszystkim, zdaniem Autora, jej twórcy.

Drugi rozdział książki traktuje o wyprawie przez Meksyk. Trasa przez kilkanaście stanów środkowego i południowego Meksyku liczyła około 4 tysięcy kilometrów i wiodła zarówno przez tereny odwiedzane przez turystów, ale i takie, gdzie turyści jeżdżą rzadko albo wcale nawet w szczycie sezonu turystycznego.

Autor na podróż wybrał porę deszczową, co zapewniało komfort zwiedzania uznanych miejsc historycznych (m.in. Palenque czy Chichen Itza) bez tłumów turystów zachodnich, a co najwyżej w towarzystwie nielicznych wycieczek latynoskich. Natomiast w wielu miejscach takich egzotycznych stanów jak np. Cziapas, Oaxaca czy Guerrero, nie było żadnych turystów.

Autor pisze, że np. w stanie Guerrero odnotowano w 2017 roku największą ilość zabójstw, że w Acapulco na niemal każdym skrzyżowaniu stały silne posterunki wojskowe, że kierowca pojazdu, którym się poruszał przez Meksyk otrzymywał drogą radiową wskazówki, którymi drogami jechać, by unikać częstych blokad na drogach. To zmuszało do codziennego wstawania o godzinie 4 rano, by jak najszybciej wyjechać z miasta noclegu, gdyż blokady zaczynały się bardzo wcześnie rano.

Ale mimo tych niepokojów wewnętrznych podróżnicy ani razu nie czuli się zagrożeni. Przeciwnie. Autor opisuje barwne wieczory latynoskie, gdzie ludność miast i miasteczek wylegała na główne place, by się bawić do późnej nocy. Także sam brał udział w takich zabawach, co sprawiło, że podkreśla nie tylko wesołe usposobienie Meksykanów, ale przede wszystkim ich otwartość i tolerancję dla inności.

Z książki dowiemy się o wielu nie tyle nieznanych, co raczej pomijanych w powszechnym przekazie, a zatem zapomnianych, faktów z historii Meksyku. Historii bardzo krwawej szczególnie z okresu konkwisty, gdzie sprawcami rzezi Indian byli Hiszpanie i Kościół i Katolicki.

Sporo dowiemy się o dzisiejszych religiach Meksykanów, szczególnie o roli Mateczki, czyli w europejskiej nomenklaturze Matki Boskiej z Guadelupy czy nowej, maszerującej triumfalnie przez kraj religii Santa Muerte, o polskich korzeniach symboliki religii voo-doo, o zwyczajach poświęconych zmarłym.

Ale przeniesiemy także się w czasy odleglejsze, gdy rządzili tu Zapotekowie, Olmekowie, Aztekowie, Majowie i inne narody indiańskie. Wiele miejsca w książce poświęcone jest tajemniczości tych narodów, ich nagłego pojawiania się i znikania z przyczyn do dzisiaj niewyjaśnionych, a wobec których to niejasności nauka jest nadal bezradna. Dowiemy się także o zasadach gry tlachtli, najstarszego sportu świata.

Wraz z Autorem dotrzemy na wybrzeżu Pacyfiku do ciągle żywej tradycji tworzenia tzw. trzeciej płci (muxe) i niezwykłego szacunku, jakim ci ludzie cieszą się nie tylko u miejscowej społeczności.

Odwiedzimy wytwórnię mescalu i dowiemy się czym najlepiej ten alkohol „zagryzać”. Także poznamy arkana produkcji typowo meksykańskich kapeluszy jipijapa, godnymi rywalizować z ekwadorskimi kapeluszami typu panama. Zanurzymy się w wodach cenoty, wrotami do majańskich piekieł.

Na koniec zajrzymy „od środka” na sposób spędzania urlopów w sztandarowym dziś kurorcie Meksyku, miejscu docelowemu lwiej części wczasowych wyjazdów do tego kraju z Europy oraz z USA i Kanady, czyli w Cancun, mieście hoteli, dyskotek, klubów, a także atrap najbardziej znanych miejsc Meksyku, by turysta nie musiał się męczyć jeżdżąc do „oryginałów”. Ciekawostką jest „receptura” na „drink a la Cancun”. Po jego wypiciu Meksyk „leży” u stóp.

Opisane podróże Autor odbył w 2017 roku.

Opinie

Napisz opinię

KSIĄŻKA - Podróże duktami historii

KSIĄŻKA - Podróże duktami historii

W kolejnej, szóstej książce Autora cyklu „Podróże” zatytułowanej „Podróże duktami historii”, odwiedzimy Genuę, Rzym, Palermo, Vallettę i Maltę, Barcelonę oraz Marsylię oraz udamy się w liczącą około 4 tysięcy kilometrów wędrówkę przez środkowy i południowy Meksyk